Porządki giganta, czyli dlaczego porównywarki cen zniknęły z Google?

I co z tego przypadku można się nauczyć na przyszłość?

Do wczoraj porównywarki cen takie jak Nokaut, Ceneo, Skąpiec, Radar „oblegały” pierwsze miejsca słów kluczowych, nazw produktów w wyszukiwarce Google.
Był to wręcz samonapędzający się mechanizm, gdyż sklepy internetowe widząc ten fakt tym bardziej były zainteresowane ofertą porównywarek, a z kolei porównywarki robiły wszystko by wysoko pozycjonować się w Google.
Jednak Google dbając o dobre, nie zafałszowane wyniki podjęło dziś drastyczną decyzję, wyfiltrowało te serwisy, w związku z czym automatycznie zniknęły z wysokich pozycji.
Część z nich podjęło szybką decyzję na płatną reklamę, by zupełnie nie zniknąć, jednak nie jest już to to samo, co do tej pory.

O tym jak wyglądają obecnie czołowe polskie porównywarki na Google.pl, można przekonać się wpisując odpowiednio frazę w wyszukiwarkę np. Ceneo, Nokaut, Radar, Skąpiec

Co z tego wynika dla posiadaczy sklepów?

Na pewno strata dla tych którzy bazowali tylko na wynikach porównywarek.
Jednak pojawia się też pozytyw, dla sklepów które dbały o treść, opisy, własne materiały, marketing u siebie, te nagle, po wyfiltrowaniu porównywarek mogą znaleźć się wysoko w wynikach Google.
Patrząc w przyszłość pojawia się też przestroga przed tzw. czarnym pozycjonowaniem, bazującym na niedozwolonych przez Google zasadach, gdyż z dnia na dzień gigant może drastycznie zmienić swoją strategię o czym dotkliwie ostatnio przekonały się porównywarki i nasza oferta całkowicie zniknie z internetu, tak, że nikt nie będzie mógł jej odnaleźć.

Dobrze jest też budować wartościowe treści u siebie, konsekwentnie z dbałością o nie łamanie zasad na które zwraca uwagę Google.

Nie można też polegać na samym Google, należy szukać innych alternatywnych metod dotarcia do klienta.
Dobrą formą jest też budowanie swojej bazy adresowej, stały kontakt z obsłużonymi już klientami.

4 myśli nt. „Porządki giganta, czyli dlaczego porównywarki cen zniknęły z Google?

  1. Ano! Wreszcie Google jest w stanie na prawdę filtrować wyniki na bazie wartościowej treści. Jak zaczynałem swój biznes 6 lat temu to myślałem, że google właśnie tak wtedy działało. Jakże mocno się pomyliłem… Ale wreszcie nastały czasy gdzie naturalne wyszukania s zdobywane przez prawdziwe i wartościowe treści.

    A jak ktoś ma problemy z pisaniem takich treści to wystarczy dobry kurs pisania 🙂

    PS Jacku pliki mobi Kodu Pisania są gotowe do pobrania na stronie dostępowej, a strona już jest czysta i jutro Brat G powinien wyłączyć swoje blokady.

    • O to widzę, że Wielki G. robił większe porządki.

      Miejmy nadzieję, że wrócą czasy gdy treść będzie najważniejsza – a nie jakieś miksowane, generowane śmieci z automatu tylko pod pozycjonowanie SEO.

      Momentami wchodząc na niektóre blogi zastanawiam się, czy to automat, czy człowiek pisze.

      PS
      Wielkie dzięki za długo oczekiwaną wersję .mobi na Amazon Kindle.

      • Sama treść prawdopodobnie nigdy nie będzie najważniejsza w tym sensie, że wystarczy mieć dużo unikalnej treści, aby wypozycjonować stronę.

        Google w sumie poszło dalej. Po zmianach algorytmu (zwanych Panda) google zaczęło przywiązywać znacznie większą uwagę do tzw. sygnałów społecznych.

        To znaczy, że warto linkować do portali społecznościowych, prosić użytkowników o komentarze i wszelkie lajki.

        Generalnie Google testuje czy strona jest wartościowa czy też jest spamem na bazie wszelkich dostępnych sobie źródeł.

        Hipotetycznie można założyć, że jeśli google widzi w Analyticsach, że masz jakiś ruch spoza wyszukiwarki (np. własna baza, reklamy płatne), widzi, że Ci ludzie zostają na stronie dłużej, widzi komentarze to może swobodnie uznać, że strona nie jest spamowa. Wtedy dopiero ocenia wartość pod względem słów kluczowych i ilości linków z zewnątrz.

        Nie jestem ekspertem od pozycjonowania i powyższe jest tylko tezą. Jednak ze stanów dochodzą mnie informacje o marketerach aktywnie wykorzystujących te socjalne sygnały, których strony bardzo ładnie się rankingują.

        A więc nie tylko „treść” ale przede wszystkim „wciągająca treść”, żeby nie powiedzieć „hipnotic content” 🙂

        Pozdrawiam i przepraszam, że tak długo trwało robienie tych mobi. Z nowymi technologiami często tak jest, że zanim stworzy się coś w miarę na poziomie to trzeba poświęcić sporo czasu na naukę.

        • I pewnie dodatkowo Google+ jest wyżej cenione niż Facebook. 🙂

          Czyli nie ma wyjścia, czas na dodawanie plusików +1 w Google+ i „lubię to” w Facebooku …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *